Kącik psychologiczny

Drodzy Państwo, Sympatycy. Chyba mało kto z nas spodziewał się takiego rozwoju sytuacji. Wydawać by się mogło, że świat poszedł tak do przodu, że nic oprócz konfliktów zbrojnych, apokaliptycznych niespodzianek z kosmosu, nie jest w stanie zakłócić globalnego ładu. Mało kto z nas uwierzyłby w to, że jakikolwiek wirus może mieć globalne znaczenie, interesować nie tylko naukowców, znawców tematu. A tu nagle. Każdy z nas jakiś czas temat słyszał o pewnej chorobie z Wuhan, ale traktowaliśmy to raczej jako ciekawostkę. Nawet zakładając możliwość rozprzestrzeniania się tego niewidzialnego intruza. Jest to dla nas nowa sytuacja. W trosce o samych siebie, zgodnie z zaleceniami, ograniczamy kontakty. Mamy więcej czasu dla siebie. Mimo że zawsze o tym trochę marzymy, to tak naprawdę ciężko nam porzucić codzienną rutynę. Do spędzania czasu w gronie rodzinnym jesteśmy przyzwyczajeni pod warunkiem, że są to okoliczności przewidziane, na stałe wpisane do naszego kalendarza, tj. święta, urlop. Niepewność jutra, przedłużająca się kwarantanna utrudniają nam przewidywanie, planowanie. Nawet jak mamy czas i wenę spędzać kolejne dni w sposób konstruktywny, czytając książki, poznając nowe gry planszowe, oglądając wspólnie seriale czy nawet wychodząc na rodzinne spacery, to może temu wszystkiemu towarzyszyć pewien niepokój. Naturalna sprawa.

 

Korzystając z okazji, pozwolę sobie przytoczyć pewną anegdotę. Lew Wygotski to znany rosyjski psycholog. Był przedstawicielem konstruktywizmu społecznego, którego fundamentem było budowanie wiedzy w wyniku aktywności społecznej. To on podkreślał, że działania oparte na uzyskaniu pomocy ze strony dorosłych, rodziców oraz naśladownictwie to istotny wskaźnik potencjału dziecka, określają strefę jego najbliższego rozwoju. Warto przyjrzeć się pewnemu wątkowi z jego dzieciństwa. Cała rodzina Państwa Wygotskich (liczna) była ze sobą bardzo zintegrowana. Mieli piękny zwyczaj wspólnego popołudniowego przesiadywania przy kominku. Był to czas, kiedy wszyscy zbierali się w jednym pomieszczeniu, zajmowali się swoimi drobnymi, codziennymi sprawami i rozmawiali o wszystkim, co wydarzyło się tego dnia. Nikomu się wtedy nie spieszyło, by wyjść i pilnie coś załatwić lub przekrzyczeć opowieść brata. Każdy miał szansę zostać wysłuchany, a także posłuchać historii drugiej osoby. Czasami po prostu milczeli zajęci swoimi sprawami, nie musieli ze sobą rozmawiać, wystarczyło, że byli razem… Tego i Państwu życzę. Warto w tych trudnych chwilach znaleźć czas dla siebie. Nie izolujmy się, nie zamykajmy w swoich przestrzeniach, tylko szukajmy więzi. Rozmawiajmy o emocjach, obawach, wspominajmy różne wydarzenia, nawet o docierających do nas z każdej strony wiadomościach. Pozwólmy się każdemu wypowiedzieć i słuchajmy siebie nawzajem. To może być czasami trudne, ale warto.

 

JK